wtorek, 20 września 2016

Pigułki z Suszonej Żaby (Świat Dysku)/ Dried Frog Pills (Terry Pratchett's Discworld)

W 1983 roku pewien Anglik o ciętym poczuciu humoru, w jakie wyposażył swoje pióro i jedynym w swoim rodzaju zmyśle obserwacji świata i rozmaitych spraw toczących się wokół niego, oraz cudownej zdolności przekuwana tej, niekiedy nudnej i pospolitej rzeczywistości w iskrzącą dowcipem i pomysłami fikcję, stworzył pewną książkę. Książka ta traktowała o bohaterach fantastycznego świata, niesionego przez wszechświat na skorupie Wielkiego A'Tuina, który był żółwiem. Żółwicą, jak utrzymywali niektórzy, ale nikt płci sprawdzić nie dał rady. Osobiście sądzę, że była to baba, bo tylko baba, nawet żółwia, miałaby powód by latać bez celu przez kosmos ze światem na grzbiecie. I słoniami, które ten świat podtrzymują. Z czystej przekory, że może to zrobić i żaden zasmarkany samiec dowolnej rasy nie będzie jej udowadniał, że jej na to nie stać.
Książka nosiła tytuł "Kolor Magii", a Anglik zwał się Terry Pratchett i z miejsca zyskał uwielbienie i miłość fanów, których ilość rosła z każdą kolejną książką z cyklu "Świat Dysku", jakie Kreator raczył nam dawać w prezencie. Zaś świat, dysk na żółwiu i słoniach bawił i zachwycał czytelników przez ponad dwadzieścia lat. Pratchett stał się Sir Pratchettem, co tylko podkreśliło jak ważną pełni rolę w świecie tych, którym za chleb powszedni literacki nie wystarczają Greye, codzienne gazety i Harlequiny, ale i ta jedyna w swoim rodzaju fantazja, która magicznym sposobem zabiera od ciebie całe zło nawet na ten krótki czas lektury.

12 marca 2015 roku ten wielki człowiek, niezwykły pisarz odszedł, ze Śmiercią pod rękę, pogrążając fanów fantasy w żałobie. Pamiętam, że w ten dzień płakał cały fejsbook, płakał cały fandom, a każdy z moich znajomych wiedział co się stało. Ja sama miałam łzy w oczach i do tej pory mi się kręcą, gdy wspomnę, że Pratchetta już nie ma. Że "Pasterska Korona" - ostatnie jego dzieło, ostatnie spojrzenie na "Świat Dysku", jest pożegnaniem. I nigdy już, choćby stawano na rzęsach i pisano najlepsze rzeczy, nikt nie powtórzy tego, co ten białobrody osobnik z długim piórem na zabawnym kapeluszu, osiągnął. Nikt nie zdobędzie aż takiej miłości zupełnie mu obcych ludzi z całego świata i nie spowoduje takiej żałoby jak on. Z papieżami mi tu niech nikt nie wyjeżdża, bo to zupełnie inny temat, inna wariacja smutku i nie na aż tak globalną skalę. Zresztą mówimy tu teraz o Sir Terry'm, którego uważam za jednego ze ścisłej piątki mych ulubionych autorów literackich i chociaż tym razem jemu w hołdzie, spróbuję nie pętać się po zaułkach mej rozkrzewionej na wszystkie strony wyobraźni, dywagując na wszelkie możliwe tematy, chociażby pośrednio z nim związane.

Terry Pratchett odszedł, zostawiając po sobie historie, które nigdy tak naprawdę nie dadzą o sobie zapomnieć. Dzięki którym będzie żył wiecznie. Za każdym razem gdy otworzymy jedną z jego książek i parskniemy śmiechem czytając przypis u dołu strony, albo jakiś nieprawdopodobny wątek nieludzko żywej postaci, wyglądającej zza literek - autor uśmiechnie się do nas przekornie po raz kolejny. A ja choć raz powiem "A nie mówiłam?" bez ponurej satysfakcji w głosie:) Bo wy to wiecie, wy wszyscy, którzy czytaliście cokolwiek ze "Świata Dysku". On żyje. I nawet jego nieskończona wyprawa w nieznane ze Śmiercią, Pimpusiem i Śmiercią Szczurów, jest tylko dalszym rozdziałem wielkiej opowieści, którego niestety nie dane będzie nam już przeczytać.

Możemy się jednak inspirować nim w nieskończoność, tak przebogaty materiał pozostawił po sobie. 41 powieści samego Świata Dysku - jako jedynotwórca. A jeszcze te pisane z innymi autorami, których też wcale nie jest mało. Do tego historie z innych uniwersów, opowiadania publikowane w zbiorkach i czasopismach, filmy na podstawie jego książek, gry, słuchowiska, przedstawienia teatralne... przypuszczam, że sporo osób próbuje wzorować się na jego stylu pisząc własne, pierwsze opowiadania. I dobre to jest, chociaż to jak próbować sięgać gwiazd, łowiąc ich odbicie w jeziorze za pomocą sieci. Wszystko to jednak to fajny, naprawdę świetny hołd dla tego niezwykłego człowieka.

I ja również chciałam dołożyć cegiełkę od siebie na swój pokręcony sposób. Piszę inaczej niż on, chociaż też dosyć zabawnie ale gdzie mi tam do jego stylu i pomysłowości. Robię jednak co innego, a mianowicie tworzę tego bloga. Już jeden przepis prosto z jego książki wylądował na nim, zresztą jako pierwszy, nieopierzony jeszcze, gdy nie do końca łapałam, jak chcę to wszystko zrobić. Kanapki z jajkiem i rzeżuchą Rincewinda, gdyby ktoś był zaciekawiony, okazały się super smaczne i dały mi pomysł na to jak tworzyć kolejne zjadliwości wyczajone w książkach i nie tylko, by było to inne niż na pozostałych blogach. I choć długość tekstów, jakie towarzyszą obecnie większości przepisów na Bantofelkach, zapewne nie zdobywa mi nadmiaru zachwytów i czytelników - nadal jest to dokładnie tak, jak chcę to robić. Sir Terry'emu też ktoś kiedyś na pewno powiedział, że coś się ze Świata Dysku nie przyjmie, więc powinien pisać to inaczej i zapewne kazał się on mu szlachecko pier... no, robiąc dokładnie to, co uważał za właściwe. I wyszło mu to na dobre. Tedy i ja kontynuuję swoje dzieło. I dziś mam wam zamiar przedstawić jedno ze sławniejszych dań, choć nie jest to danie per se, jakie przewija się w praktycznie każdej książce ze "Świata Dysku", w której wspomina się o magach z Niewidocznego Uniwersytetu (w szczególności o Kwestorze) i ich kuriozalnym polatywaniu na falach magicznego oddechu Ankh-Morpork, jakie inni nazywają życiem.
Miasto i Uniwersytet z zasady są dziwne, więc czemu i kadra magiczna miałaby być normalna? Wszyscy, od Nadrektora Ridcully, po maga Rincewinda zdrowo są szajbnięci, przeto taki doskonały lek (do pary z alkoholem) by rzeczywistość chociaż trochę była im bliższa niż zwykle, to jest Pigułki z Suszonej Żaby, idealnym są sposobem by na moment zdozować sobie ich świat.

Emetyk ten cudowny został wynaleziony na Niewidocznym Uniwersytecie przez Myślaka Stibbonsa i stosowany jest jako lek na szaleństwo, po którym szaleniec ma halucynacje, że jest normalny. Zbzikowanemu Kwestorowi - głównemu użytkownikowi tych pigułek - do pewnego stopnia pomagają. O ile spożywa je w ilości liczonej na łyżki, a nie na pigułki.
Wedle tego, co powiadają nam książki, pigułki te produkowane są z pewnej szczególnie trującej odmiany żab, hodowanych na NU. Gdy magowie zabierają się za ich produkcję, jedną z żab uszczęśliwiają do stopnia, w której jej dusza ulatuje do wielkiej dżungli na niebiesiech, natomiast szczątki doczesne są suszone i wraz z innymi składnikami ukręcane w małe pigułki. Niestety nie powiedziano nam, co robią tej żabie, ale skoro jest uszczęśliwiana...
W sumie to chyba nie chcę wiedzieć...

Wracając do pigułek. Całkiem dobrze opisuje je poniższy cytat z "Wiedźmikołaja" (tłumaczony własnołapnie z angielskiego, ponieważ nie mam pod ręką książki):

"- Tak czy siak wydaje się być bardzo szczęśliwy.
- To przez pigułki z suszonej żaby; spożywa je garściami. - oświadczył z lekceważeniem Pierwszy Prymus. - W sumie czemu nie miałby tego robić...
- Oh, mam nadzieję, że nie uzależniają.
- Jestem pewien, że nie jadłby ich w takiej ilości, gdyby były uzależniające. - powiedział Pierwszy Prymus."
Terry Pratchett - Wiedźmikołaj

No, ja tam bym się kłóciła, ale w sumie jako czytelnik niewiele mam do powiedzenia.
Jako geek-food blogerka jednakże powiem wam: zrobiłam, spróbowałam jedną i za tą jedną poleciały kolejne... uzależniają!

Ale skoro już jestem przy tym, że zrobiłam, należy wyjaśnić pewną kwestię. Nie z żaby. Żaby są pod ochroną. Żadna żaba nie ucierpiała w wyniku moich eksperymentów z Pigułkami z Suszonej Żaby, co zresztą zaleca cudowna " Książka kucharska Niani Ogg", z której wzięłam humanitarny i bardzo smaczny przepis na nie. Nie jest zresztą jedynym, z jakim mam zamiar się zmierzyć, zawartym w tym dziele. Teraz jednak ponownie skupmy się na pigułkach, które przecież są głównym bohaterem tej felki.

Ponieważ nie używamy żaby, trującej czy nie, należy pamiętać, że coś musi sprawiać, że pigułki te powinno się zjadać łyżkami. Muszą być smaczne, wręcz zaginające rzeczywistość swoją niezwykłością. I na szczęście takie są, zgodnie z przepisem zapodanym przez frywolną wiedźmę z Lancre. Ja go tylko nieco podrasowałam, bo pewne wartości z tekstu nie zgadzały się z rzeczywistością. Ale smak jest absolutnie autentyczny i jestem skłonna przyznać, że nawet jeśli spożycie Pigułek z Suszonej Żaby nie wyciągnie was z szaleństwa, ani nie wywoła halucynacji, że jesteście normalni (sic!), to na pewno poprawi wam humor.

Kreator nie podał nam żadnego opisu wyglądu tych pigułek, poza tym, że są małe (no, skoro łyka się je garściami albo łyżkami, to wielkości jabłka by być nie mogły) i, zakładając, że inkryminowana Żaba, z której ją robiono, miała zielonkawą skórę - i one są zielonkawe. Suszenie żaby co prawda logicznie temat ujmując, powinno zieleni dodać odcienia brązu i taki mieszany kolor otrzymamy finalnie, dostosowując się do przepisu Niani Ogg.
Zresztą co ja wam będę... zdjęcie, proszę ja was, mówi samo za siebie. Oto poniżej Pigułki z Suszonej Żaby.
A także przepis na nie, który wzięłam z "Książki Kucharskiej Niani Ogg" autorstwa Terry Pratchetta. Polecam tak nawiasem, przezabawny dodatek do "Świata Dysku". Nie zawiera żab, jest w sumie bardzo prosty i jedyne, czego wymaga to cierpliwość. A Pigułki zrobią się już same i będą jednocześnie miękkie w środku i o twardawej, zewnętrznej skorupce, smakowo - poezja. Czysta magia, powiedziałabym, gdyby nie był to pratchettowski lek na magicznego świra, co chyba wymagałoby ulotki z przeciwwskazaniami:D Ni ma ale i tak jedziemy z przepisem. Świat jest pełen domniemanych szaleńców, którym zdecydowanie się przydadzą.

PS. Podziękowania dla Kuby "Arathiego" Nowosada, za podsunięcie mi tej, pełnej skarbów, książki:) Czuj się dumny i wyróżniony;)





Please scroll below for the "red" recipe in english version:)

Składniki:

0 żab
1 białko jajka
30g + przesianego cukru pudru (zdecydowanie użyjecie więcej, to jest tylko na początek)
1 czubata łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka olejku rumowego
1 łyżeczka zielonego barwnika spożywczego

Wykonanie:

Ostrożnie NIE bierzemy żadnej żaby i NIE suszymy jej. Zamiast tego:

Ubijamy białko jajka mikserem na sztywno w głębokiej misce.

Dosypujemy większość z 30g cukru pudru i mieszamy z białkiem za pomocą drewnianej łyżki.

Dosypujemy cynamon i dolewamy olejek rumowy oraz barwnik zielony, mieszamy wszystko razem aż utworzy gładką masę o jednolitej buro-zielonej barwie.

Dosypujemy resztę cukru pudru, mieszamy raz jeszcze.

Następnie dosypujemy i mieszamy z miksturą taką ilość cukru pudru aż przestanie się ona lepić do palców. Ja zużyłam około 30 dodatkowych gramów, poza tymi wstępnymi, a masa i tak nadal lekko się lepiła. Jednak dała się już potem rolować, więc orientacyjnie trzeba mieć pod ręką całe opakowanie cukru pudru.
Podczas dosypywania cukru i mieszania, smak również nam się lekko rozmyje, więc doradzam, w momencie gdy zaczniecie osiągać już odpowiednią gęstość mazidła - popróbować i w razie potrzeby dosypać jeszcze cynamonu i dolać olejku rumowego.

Gdy osiągniemy odpowiednią konsystencję masy, o kolorze suszonej żaby (buro-zielona z przewagą zieleni) i właściwym, mocnym, cynamonowo - rumowym smaku, wyścielamy blachę papierem do pieczenia.

Następnie zanurzamy obie dłonie w cukrze pudrze, odrywamy małe kawałeczki masy i rolujemy je w ucukrzonych dłoniach na kształt kulek wielkości ziarnka grochu. Każdą kolejną kulkę odkładamy na blachę z papierem. Zanurzanie będzie trzeba powtarzać co kilka rolowań, więc jak najbardziej warto mieć szeroko otwarte opakowanie, albo cukier wysypany na szeroki talerz. Kulki nie powinny się stykać ze sobą.

Gdy zrolujemy w kulki całą masę, zostawiamy pigułki do wysuszenia na co najmniej 8 godzin (najlepiej 12 lub na cała noc) w temperaturze pokojowej, w miejscu możliwie mało wilgotnym. Będą musiały wyschnąć zanim zabierzemy się do jedzenia. Po około 5 godzinach można ostrożnie je poprzewracać na drugą stronę, by i tam podeschły.

Gotowe przesypujemy do pojemnika z przykrywką i spożywamy jedną (lub garście) za każdym razem gdy świat nam za bardzo dopieka, albo głosy w głowie nam to nakażą.

Nie wsadzajcie ich do piekarnika, bo wyjdą wam kiepskie, zapadnięte makaroniki! Pigułki z Suszonej Żaby muszą schnąć na powietrzu.

Smacznego:D

-----------------------------------------------------

Ingredients:

0 frogs

1 egg white

30g and more of sifted icing sugar (you will need more, this amount is just for starters)

1 heaped tspn of ground cinnamon

1 tspn of rum flavouring

1 tspn of green food colouring


The making of:


Carefully take NO frogs and DO NOT dry them. Instead:


Whisk the egg white in a deep bowl until stiff.


Gradually beat in most of the 30g of sugar using a wooden spoon.

Sift in the cinnamon, add the rum flavouring and the colouring and stir until well blended, until the consistence is smooth and has nice green-brown colour.

Add the rest of icing sugar, mix once again.

Add enough of the remaining sugar to form a mixture that doesn't stick to the fingers when patted. I used additional ca. 30g, besides the one mentioned in the ingredients, and the mixture still was a bit sticky. It was possible to roll, however, so be prepared and have a full package of icing sugar next to your work place.

While adding the icing sugar, you have to check the taste and in case it gets blurry for all the additional sugar, add some more cinnamon or rum flavouring.

When the mixture is ready, having supposedly the colour of dried frog (brown-green) and heavy, rum and cinnamon taste, put a sheet of baking paper on a baking tin.

Then cover your hands totally in icing sugar and roll with it a small bits of mixture into a pea-sized balls. Each tiny ball put on a baking paper, remebering not to let them stick one to another. You will have to repeat covering your hands with the sugar, so all the pills could be easily rolled.

Leave the tin with a pills to dry for at least 8 hours (or 12, even overnight) in a room temperature, in a dry place, possibly with the lowest moisture level. After 5 hours has passed, you can try carefully flip the, so the bottom side dried as well.

When it is ready put them into a closed container. Or/and eat one (or a handful) everytime the world gets too much or when the voices tell you to.

Do not dry them or bake them in the oven! Dried Frog Pills have to dry in a room temperature, or you get stupid looking, sad-layer macarons.


Cheers!:)