Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia fusion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia fusion. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 września 2016

Japoński marmurkowy sernik matcha z czarnym sezamem (Challenge No. 4)//Japanese marble matcha cheesecake with black sesame (Challenge No. 4)

こんばんは!

Powyższe krzaczki oznaczają słowo "konbanwa" czyli dobry wieczór w języku japońskim. Zwrot niezmiernie adekwatny, zarówno do zawartości felki, jej bohatera, jak i pory, w której ją piszę. Mamy bowiem sobotę, parę minut po 22, gdy zaczynam pisać tę felkę, więc standardowe "konnichiwa", czyli "dzień dobry", pasowałoby jak dżem poziomkowy do hot-doga z musztardą. Znaczy... ja wiem, że niektórzy uznają takie połączenie za ekscytującą nowość i podnietę dla kubków smakowych i im na przykład bardzo przypasuje po krótkim okresie testów, ale dziwność jest super, bez popadania w nadmierną przesadę, której o wiele za blisko to kiczu i maniery.
Tak więc skoro już się przywitaliśmy, należy od razu na wstępie rzec, że krzaczki w tej felce wcale nie będą jedynym wtrętem azjatyckim, jaki was ukąsi w zadki. Ten post będzie miał wyjątkowo skośne oczy, samurajski kucyk, ale ten prawdziwy, a nie to, co proponuje obecna uliczna męska moda, na co drugim facecie (serio, o co w tych wygolonych skroniach i potylicy, a także antence związanej z resztek na czubku głowy chodzi? Ani to ładne, na większości łbów wygląda jak wielki test przed fryzurą Małej Mi i przede wszystkim powielające się do znudzenia! Jakbym widziała armię klonów, mijając dziesiąte z kolei dziecko miłości upadłego samuraja i Ragnara z serialu "Vikings"...), a także ukrytą gdzieś katanę, kimono i aby nie było nam za starożytnie - wymachiwać będzie gameboyem Nintendo, na którego retro-ekraniku dinozaur Yoshi skacze sobie po pikselowatych platformach gry. Jednakże Sernik-san, którego zaraz wam przedstawię, w żaden sposób nie jest związany z grami, jak sugerowałyby słowa w poprzednim zdaniu. Nie odkryłam go w żadnej mandze, animcu, ani grze. Sernik marmurkowy, na który dziś dostaniecie przepis to efekt wyzwania od mego kumpla Szymona, który niebacznie wysłał mi filmik z "fajnym czymś", gdzie to ciasto robiono, bo pomyślał, że fajnie to wygląda.
Nie mylił się, ciasto jest faktycznie dekoracyjne, i na dodatek smakuje tak niezwykle, że będziecie po sobie spoglądać z zupełnym zaskoczeniem, kosztując tego małego cudeńka, ale jednak nie zdecydujecie się nie dokończyć porcji. Inny wcale nie znaczy gorszy.

A zatem wyzwanie. Challenge na Bantofelkach oznacza, że  staję na głowie, by osiągnąć pokazywany mi produkt końcowy własnymi sposobami, czy to dlatego, że kogoś lubię i skłonna jestem spełnić tęskną prośbę, coś komuś obiecałam, czy też dlatego, że sama czuję się zaintrygowana wyzwaniem. W przypadku Sernika-san (podoba mi się ta nazwa, powtórzę ją tu jeszcze wielokrotnie:P) zaskoczeń było naprawdę sporo. Na ten przykład: filmik nie miał dołączonego przepisu. A raczej miał. Po japońsku. Krzaczki wbudowane w klip i to w taki sposób, że po pierwszym obejrzeniu rozumiałam tylko liczby arabskie pojawiające się przy każdym kolejnym stadku japońskiego pisma. Co oni tam dodawali mogłam się domyślać tylko, ale ten problem nie przerósł mnie wcale. Wręcz przeciwnie. Dodatkowy fakt, że i po angielsku nigdzie nie ma tego sernika i wszelakie Pinteresty i Buzzfeedy milczą, podsuwając mi tylko oryginał, tylko podkręcił mi chęć wzięcia się za bary z tym sernikiem.
Pierwsze, co zakapowałam to to, że mamy tu do czynienia z sernikiem na zimno. Bez pieczenia. Znaczy... zakładając, że podkład macie już gotowy kupny, a nie pieczecie sami wcześniej. Serek do sernika był bez wątpienia kremowy - zrozumiałe, ponieważ obecna kultura japońska wyrosła na wzorcu amerykańskim jeszcze w czasach ostatnich samurajów, więc próżno szukać u nich serników z mielonego twarogu. A ten zielony proszek... matcha, proszę państwa. Zmielona na proszek zielona, samurajska herbata, którą nie tylko fajnie jest pić w japońskiej ceremonii herbacianej, ale ostatnio panuje moda na dodawanie jej do różnych fajnych wypieków. Przyznam, że matcha jako produkt cukierniczy średnio mnie przekonywała, ze względu na swój specyficzny aromat. Mocny i bezkompromisowy, sama kwintesencja tego, czym jest japońska herbata. Pomijając fakt, że jest bombą witaminową, bardzo łatwo matcha zabić smak całej reszty potrawy, więc do czegokolwiek dodajecie ten cudowny ekwiwalent zielonego barwnika żywności - czyńcie to z rozwagą.

Mieliśmy więc zidentyfikowany serek, crust, czyli spód z maślanego kruchego ciasta szkockiego i matcha. Ale co to za smołę dodawano dla uzyskania ciemnej barwy spodu i sera - za Chiny Ludowe zgadnąć nie mogłam. Dopiero po dokopaniu się do japońskiej strony z przepisem i przepuszczeniem jej przez translator, dowiedziałam się, że użyto tu ziaren czarnego sezamu (u nas najczęściej spotykanego jako ozdoba sushi) i pasty z tychże ziaren, bardzo popularnej ostatnio do wykonywania wypieków w Japonii. Zresztą u nich to żadna nowość, podczas gdy u nas... no ilu z was wie o czym piszę i wogóle miało kontakt z tym produktem? Założę się, że na tyle mało, że mamy teraz przed ekranami całe rzędy szeroko otwartych z zaciekawienia oczu. Chociaż w sumie mogliście ją jeść nawet, a nie wiecie o tym:) Pasty z czarnego sezamu nie dostaniemy w supermarkecie tak samo jak syropu złocistego z prawdziwego zdarzenia. Nawet i w sklepach z azjatycką kuchnią bywa problem. Można co prawda zrobić własnoręcznie, ale takiej gładkości i jedwabistości pyłu, jaka jest potrzebna by zgrała się nam z gładziutkim serkiem, nie uzyskamy w żadnym moździerzu. Może w food procesorze, który też jednak nie stanowi standardowego wyposażenia każdej kuchni... tylko w sumie po co się mordować, skoro całkiem tanio można ją zamówić przez internet?Szczególnie do jednego, testowego wypieku, by sprawdzić z czym to się je i jak farbuje. Robi na ciemno-szaro, ale za to smacznie:)
No, ale skoro mamy już czwarty składnik z tych tajemniczych, reszta wydawała się zupełnie do oswojenia. Cukier, ekstrakt z wanilii, śmietanka, mleko kondensowane... i gotowe. Niejaki problem mógłby się pojawić w przypadku wymaganych trzech nieokreślonej wielkości kawałków ciastka shortbread ( u nas w sklepach sprzedawanych jako małe ciasteczka deserowe, a nie coś, co można wrzucić na spód ciasta jak Petitki), ale umówmy się - zrobicie sobie blaszkę z mego przepisu na doskonały, prosty shortbread, użyjecie połowę, resztę i tak pochłonie zachwycona rodzina. Nie zmarnuje się absolutnie nic.

Pasta sezamowa, ciastko maślane, matcha... co za bomba smakowa z tego wychodzi? Jedno słodkie, drugie na wskroś szkockie, trzecie niemal ostre... ale jakimś dziwnym sposobem zgrało się ze sobą, chociaż musiałam już od początku zmieniać proporcje, bo pasta z czarnego sezamu w oryginalnym przepisie była inna niż moja, bardziej płynna i japońska niż to, co zakupiłam. Jednak w smaku zdecydowanie musiało być to samo. No i tortownicę miałam większą niż zalecana.
Hell, tysiące rzeczy w tym przepisie mogły nie wyjść i bez bicia przyznam się, że dwa razy ratowałam się jak mogłam, gdy nagle mi coś nie wychodziło jak powinno, nie mając dosłownie żadnej podpory w komentarzach do tekstu, bo ich zwyczajnie nie było. Udało się! Wyzwanie przyjęłam, dokonałam i czuję się z tego powodu tak cholernie dumna i pewna siebie, że zacznę chyba zerkać łakomym okiem na kolejne, niezwykłe, japońskie połączenia smaków, które nie są dobrze już znanym sushi.
A Sernik-san, jak smakuje? Nie jest przesadnie słodki. Niezwykle odświeżający, dzięki matcha, śliczny kolorystyczne, spód świetnie się trzyma razem dzięki paście i ziarnkom czarnego sezamu, a połączenie tych dwóch smaków też daje niezwykłe wrażenia. Gładkość serka i chrupkość spodu, wyskakujące niewiadomo skąd maślane wspomnienia shortbread'a, schowane w większych okruszkach w cieście...
Bajka. Japońska poezja, albo jeden z tych ich ślicznych obrazów jak mgłą malowanych. Takie odnoszę wrażenie, próbując serniczka na nowo za każdym razem. Tak więc jeśli szukacie czegoś, co zachwyci i zaskoczy jednocześnie - polecam Sernik-san. Pod warunkiem, że zjecie go do końca najpóźniej w dzień po pokrojeniu. Mgły też nie są wieczne, a i płatki kwiatów wiśnie nie spadają w czasie święta Hanami dłużej, niż jest im przeznaczone. Krótki lot, zachwyt... a potem wspominanie.

I tak należy również potraktować ten japoński sernik marmurkowy. Zapraszam do zapoznania się z nim i bez obawy... zepsuć go, wbrew pozorom, naprawdę ciężko:)


Please scroll below for the "red" recipe in english version:)


Składniki (na tortownicę o średnicy 16cm):

Spód:
180-200g kruchego ciasta typu shortbread (najlepiej zrobić je z tego przepisu)
1 łyżka ziaren czarnego sezamu
2 i 1/2 łyżki pasty z czarnego sezamu (moja, kupna, była bardzo skoncentrowana i gęsta. Jeżeli macie nieco bardziej płynną, należy zacząć dodawanie jej od 1 łyżki i powiększać jej ilość dodawaną do pokruszonych kawałków ciastka do momentu uzyskania odpowiednio ciemnego koloru) 
1 łyżka stopionego masła

Masa sernikowa:
170g serka kremowego (najtaniej będzie wam go zrobić z tego przepisu)
280g słodzonego mleka kondensowanego
50ml śmietany kremówki 30%
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
2 łyżki proszku z zielonej herbaty - matcha 
2 łyżki pasty z czarnego sezamu
1 łyżeczka soku z cytryny

Bita śmietana i listki mięty do dekoracji

Wykonanie:



Wypiekamy ciasto kruche shortbread, zgodnie z przepisem. Studzimy całkowicie, odmierzamy potrzebną ilość i wrzucamy do miski.

Do drugiej miski wsypujemy ziarno czarnego sezamu i rozcieramy go jak najdrobniej.

Za pomocą tłuczka z kulką na końcu kruszymy ciastko do formy proszku, zostawiając i większe okruchy, by przyjemnie nam pochrupywały w cieście. Łączymy okruchy z rozdrobionym czarnym sezamem.

Dolewamy do masy stopione masło, starannie mieszamy.

Na koniec dodajemy pastę z czarnego sezamu i mieszamy wszystko razem do momentu aż spód nabierze ciemnej barwy, a pasta całkowicie połączy się z okruchami i masłem, nabierając konsystencji grubego, mokrego piasku.

Tortownicę o średnicy 16cm wykładamy folią aluminiową aż po brzegi.

Przesypujemy do niej kruchy spód sezamowym i ugniatamy przy użyciu łyżki, mocno przyciskając crust do spodu i profilując tak, by lekko zachodził na boki.

Tortownicę ze spodem odstawiamy na bok, przystępując do właściwej masy sernikowej.

Serek kremowy wrzucamy do miski i roztrzepujemy mikserem.

Po trochu dolewamy mleko kondensowane, cały czas miksując masę.

Dolewamy na koniec ekstrakt z wanilii i sok cytrynowy, raz jeszcze miksujemy.

Ubijamy śmietankę kremówkę z cukrem pudrem na sztywną pianę, dodajemy ją do masy serkowej, ostrożnie mieszamy wszystko razem przy pomocy łyżki.

Dzielimy masę sernikową w stosunku 2:1 czyli 1/3 przekładamy do jednej miski, w drugiej zostawiając 2/3.

Do jednej trzeciej dodajemy proszek matcha i starannie mieszamy.

Do pozostałego serka dodajemy pastę sezamową i również mieszamy starannie, do uzyskania gładkiej masy bez grudek.

Na gotowy spód nakładamy najpierw 4 łyżki zielonego serka w kształt kwadratu, nie rozcierając go, potem kładziemy 4 łyżki ciemno-szarego serka, uzupełniając dziury. Następnie kładziemy kolejno łyżki zielonego i szarego serka na przemian, tym sposobem wykładając całe nadzienie sernikowe na spód. Ostatnią łyżką wygładzamy wierzch sernika.

Sernik wkładamy do lodówki na co najmniej 6 godziny lub na całą noc, by porządnie stwardniał.

Gotowy, kroimy, przyozdabiając każdy kawałek tuż przed podaniem kleksem bitej śmietany, listkiem świeżej mięty i wiórkami zmiażdżonego czarnego sezamu lub ciemnej czekolady.

いただきます!
(itadakimassu)
Smacznego!
--------------------------------------

 Ingredients (for 16cm cake tin):

Crust:
180-200g of shortbread (please check this recipe for a homemade, easy shortbread
1tblspn of black sesame seeds
2 and 1/2 tblspn of black sesame paste (mine was really condensed and hard, but if you have somewhat softer or having a liquid form, you might want to start from 1tblspn, adding more to the crust depending of the colour you achieve with this amount)
1 tblspn of melted butter

Cheesecake filling:
170g of homemade cream cheese (from this recipe)
280g of sweet condensed milk
50ml of heavy cream
1 tsnp of vanilla extract
2 tblspns of matcha powder
2 tblspns of black sesame paste
1 tspn of lemon juice

Whipped cream and fresh mint leaves for decoration.


The making of:

Bake a shortbread according to this recipe. Cool it completely, measure the necesarry quantity and relocate it to a bowl. 

Put the black sesame seeds into another bowl and crush it nicely.

Crush the shortbread as well, into the small pieces, leaving some bigger ones, so it crunched pleasantly while you eat the cheesecake. Then mix it with the crushed black sesame seeds.

Add melted butter, mix it well.

Add black sesame paste and mix it again so the crust becomes dark with it and the whole consistence become similar to the one that the wet sand has.

Put a sheet of aluminium foil into the cake tin from bottom to the rims.

Pour the crust inside and preasure it, using the spoon, flattening to the bottom and some to the sides.

Set the cake tin aside, while you prepare the cheesecake filling now.

Pour the creme cheese into a bowl and mix it with a hand mixer nicely.

Add the condensed milk little by little, while still mixing.

Add vanilla extract and lemon juice, mixing it once again.

Prepare the whipped cream out of heavy cream and some confectionar's sugar. Add it to the cheesecake filling and gently mix, using a spoon, with the rest.

Divide the filling in proportion 2: 1. That means you have to put 1/3 of the filling in one bowl and leave 2/3 of the filling in the other one.

Add matcha powder to the 1/3 of the filling and mix it profoundly.

Add the black sesame paste to the other part of the filling and also mix it nicely, so the filling was smooth.

On the awaiting crust put first: 4 tblspns of matcha filling in the shape of a square, do not flatten them. Then put 4 tblspns od sesame cheesecake, filling the holes between the green ones in the bottom. Then, one by one, put sesame and matcha filling interchangeably until the tin is full and nothing of the fillig is left in the bowls. With the last spoon of the filling, smooth the top of cheesecake.

Put the cheesecake into the fridge for at least 6 hours or overnight, to harden it.

When it is ready, serve it, decorating every individual piece just before serving it with a splash of whipped cream, fresh mint leaf and some of black sesame or dark chocolate shreds.

いただきます!
(itadakimassu)
Cheers!
 

piątek, 15 stycznia 2016

Szkockie tradycyjne ciasto kruche (classic scottish shortbread).

Uwielbiam Szkocję. Miłość ma do tego kraju bierze się nie wiadomo skąd. Nie byłam tam nigdy, moi krewniacy stamtąd nie pochodzą, ba, nikt z mojej rodziny tam nie wyemigrował. Nie mam też ani kropli szkockiej krwi w żyłach, ale uwielbiam Szkocję w takim stopniu, że czułabym się Szkotką, a nie Polką, ledwie tam bym przyjechała. Surowy klimat, niebo wiecznie zachmurzone, mgły, deszcze i pewne przeziębienia... ale też najcudowniejsze widoki wzgórz i jezior na świecie, niezwykły język rodzimy, nadal tam rozbrzmiewający, mnóstwo historii dzielnego narodu tak długo walczącego o niepodległość (dlaczego ją odrzucił ostatecznie w ostatnim referendum - w głowie mi się nie mieści!), kilty... mężczyźni w kiltach, ale noszący te męskie spódniczki z taką gracją i swobodą, że wyobrazić sobie ich w spodniach, lub chociaż w części uznać, że są zniewieściali, przyprawia o pusty śmiech. Muzyka... jedzenie... klimat...
Ja wiem, że sporo z mych wyobrażeń o Szkocji umrze śmiercią gwałtowną przy pierwszy zetknięciu z prawdziwą Szkocją, ale szkockie Highlands nigdzie się nie ruszają. Gaelic ciągle słychać na prowincji, a z nowoczesnymi miastami w szranki stają ruiny zamków z czasów, gdy szkockie Klany były potęgą... i wygrywają z nimi w cuglach w tym boju o to, co jest prawdziwie szkockie.

Pojadę tam. Pewnego dnia na pewno tam pojadę, jeśli nie mieszkać, to na pewno na wyprawę. A tymczasem muszę zadowalać się Szkocją we własnym domu. Na ten przykład sięgając po cudowne książki Diany Gabaldon o "Obcej" - przedziwne połączenie opowieści historycznych, fantasy, romansu i dokumentu. W chwili obecnej książek jest siedem, i na tym nie koniec, jak donosi strona internetowa autorki. O popularności serii świadczy też fakt, że powstał serial "Outlander" na podstawie póki co pierwszej książki. Drugi sezon zobaczymy już w kwietniu. Bazował będzie na drugim tomie "Zaklęta w bursztynie". Bije rekordy popularności, ma rzesze fanów, a do ich grona co chwilę dołączają nowi, którzy wcześniej nie znali tej serii, ale po obejrzeniu serialu już zatonęli w odmętach tej historii. Nie pozostaje nic innego jak z wdziękiem ulec i... wsiąknąć.
Znam "Obcą" od paru lat, ale nie łudźcie się, że poza wymienionymi walorami, nie wyłuskałam stamtąd paru fantastycznych przepisów na szkockie dania. Meat pie (ciasto z mięsem) na przykład. Bannocks - podpłomyki, którym, jak się okazuje, blisko jest do Proziaków. I wreszcie kruche ciasto szkockie, zwane od trzynastego wieku w Szkocji "shortbread".

Shortbread jest właśnie bohaterem dzisiejszej felki. Trudno o prostszą kombinację składników. Masło, cukier i mąka. To wszystko. Zresztą - naturalne to dla Szkocji. Wieki temu nie przelewało się tam gospodyniom domowym, więc gotowały z tego, co miały pod ręką i nie wydziwiały. Tajemnicą jest natomiast to, jakim cudem te proste dania, z niczego praktycznie, wychodziły im tak cudownie smaczne!
Shortbread jest dokładnie tym, co nazwać moglibyśmy kruchym ciastem. Jednak, porównując go do polskiego ciasta kruchego, jest bardziej zbity i mięsisty. Ciężki, ze względu na brak proszku do pieczenia, sody albo innego "napompowywacza". Ma jednak cudownie maślany smak, od którego trudno się oderwać. No i upieczony zaskakująco nie rozłazi się w rękach. Po soczystym gryzie rozpływa się w ustach, a pozostały kawałek nadal trzymasz w ręce w całości. Wierzcie mi, nie wytrzyma tam długo:)

Jako ciasto kruche i ze względu na swój smak shortbread można podawać bez dodatków, jedynie z herbatą na przykład. Ale jeśli macie ochotę wypróbować swój nowo zrobiony cytrusowy curd z tym ciastem, albo sos butterscotch - jest to fantastyczny pomysł. Jedno dostarczy jedwabistej, cytrynowej gładkości, a drugie dodatkowego smaku toffi, który cudownie zgra się z ciastkiem.
Niebo w gębie, powiadam wam. Ale... co ja będę powiadać.
Oto szkocki shortbread w całej swej klasie. Bez kiltu... znaczy się bez niczego, upieczony, ale też z przepięknym curdem na wierzchu. Którykolwiek wybierzecie do zrobienia - będzie to słuszny wybór.
Zapraszam.
Przepis wzięty z tej strony. Nie modyfikowany.
Na zdjęciach shortbread "surowy" - upieczony i podany bez niczego, oraz z dodatkiem cytrusowego curd'u.

Please scroll below for the "red" recipe in english version:) Yeah, it is happening:)


Składniki/Ingredients:

2 szklanki mąki/2 cups flour
1 szklanka masła w temperaturze pokojowej/ 1 cup room temperature butter
1/2 szklanki cukru/ 1/2 cup white sugar
szczypta soli/a pinch of salt
domowy cytrusowy curd/homemade citrus curd
domowy sos butterscotch/ homemade butterscotch sauce


Wykonanie/The making of:

Nastawiamy piekarnik na 162 stopnie Celsiusza./ Preheat the oven to 325 degrees Fahrenheit or 162 Celcius.

W misce ubijamy miękkie masło aż stanie się puszystą, jaśniejszego koloru masą./In a large bowl, beat butter until it begins to turn fluffy, lighter, yellow mass.

Dodajemy cukier i ponownie ubijamy. /Add the sugar and beat again.

Dodajemy mąkę, stopniowo, po pół szklanki na raz i ubijamy wszystko razem. Powinniśmy otrzymać ciasto o wyglądzie kruszonki lub mokrego piasku i takie jest zamierzenie./Half a cup at a time, add the flour to the creamed butter and sugar. The mixture will look like a crumbly sand or breadcrumbs, and it is exactly what we want to find there.

Do małej blaszki (odradzam standardową; lepiej wziąć szeroką keksówkę) wysłanej papierem do pieczenia, przesypujemy ciasto i ubijamy je ręką na płasko, tak, by tworzyło równą warstwę./Put the mixture into a small pan covered in baking sheet (cake or bread pan will also do) and press the mixture down into the pan to get an even bar.

Następnie za pomocą noża nacinamy ostrożnie ciasto, tworząc równe "paluszki", prawie do samego spodu blachy. Ułatwi to nam późniejsze krojenie./Using a sharp knife, lightly score (1/8th of an inch deep or so ) the top of the pressed dough to make even servings. It will help us late to divide the shortbread.

Za pomocą widelca nakłówamy każdy "paluszek" aż do samego spodu w kilku miejscach./Using a fork poke one row of holes down each scored bar. Make sure you poke straight through the dough and hit the bottom of the pan for each hole.

Wstawiamy blaszkę do piekarnika i pieczemy około 25 minut, lub do momentu aż krawędzie się lekko wyzłocą./ Put the pan into your oven and bake for aprox. 25 minutes or until the rims of shortbread will be slightly golden. 

Następnie wyjmujemy blaszkę z piekarnika i pozwalamy się ciastu całkowicie ostudzić niż przystąpimy do krojenia lub nakładania dodatków./ Remove pan from the oven and let it cool completelly befor you start to divide the bars or put additional topping.

Wyciągamy ciasto z blachy i przecinamy "paluszki" ostrożnie wzdłuż zaznaczonych wcześniej krawędzi, a następnie nakładamy na górę warstwę cytrusowego curd'u, albo sosu butterscotch./Remove the shortbread form the pan and Cut each bar from the score marks. Finally put on the topping: citrus curd or homemade butterscotch sauce.

Zjadamy w ilości hurtowej/Eat plenty:)






środa, 6 stycznia 2016

Sernik z sosem butterscotch (i solą)

Serników ci u nas dostatek w każdej porze roku. W Polsce, znaczy się. Powinno się mówić nie, że kraj mlekiem i miodem płynący (ha!ha!ha!), a jadący na serniku od bardzo już dawna. Ponieważ sernik towarzyszy polakowi od czasów biedy, wcześniejszego okresu międzywojennego, gdy wszystko było lepsze i z klasą i czasów jeszcze dawniejszych, gdy o kierunku kulturalnym rozwoju naszego pięknego kraju stanowił Paryż i Wiedeń.
Jednakże pierwszy sernik nie z Wiednia pochodzi, a z czasów rzymskich, gdzie ciastem serowym karmiono gladiatorów. Pierwszy przepis na sernik pochodzi właśnie stamtąd, z jakichś zakurzonych kronik i prosto zaleca by zmieszać funt sera i funt mąki, a potem piec na kamieniu.

No cóż, od tych czasów minęło wiele pokoleń i mnóstwo gardeł smakoszy zaznawało kontaktu z sernikiem. Jak łatwo przypuszczać już zapewne pierwszą ze zmian było dodanie do ciasta miodu. Potem cukru i pewnie bakalii. I tak generalnie ten skład stał się żelaznym składem sernikowym, do czasu, gdy twaróg Włosi zastąpili serkiem mascarpone, powodując narodziny nowej odmiany sernika, który stał się hitem za wielką wodą, przyjeżdżając do Ameryki Północnej wraz z emigrantami i mafią. Tak, mowa tu o serniku nowojorskim, na który przepis znajdziecie bez problemu na Bantofelkach.

Ja bym chciała jednak wrócić do momentu, gdy sernik przyjechał do Polski w swej oryginalnej odmianie, z twarogiem zamiast serka kremowego. Tenże sernik, lekko tylko modyfikowany trwa już cale lata w polskiej kuchni, zdobiony polewą czekoladową i owocami, bezą, dodają mu kruchy spód, a nawet formują w kulki, podając w postaci, której długo się koneser przygląda, zanim podejrzliwie wbije w nią zęby. Pewnie, te wariacje są dobre, bo temat się nie nudzi. Ale pytam... po co wariować z ciastem, skoro samo w sobie spód sobie robi i tekturowych w smaku dodatków mu nie trzeba. Po co przekładać doskonałą masę serową galaretkami i owocami, kiedy sama w sobie z bakaliami to poezja smaku? Zostańmy przy prostocie i nie ruszajmy sernikowych flaków. Nie dodawajmy mu obcasów, skoro świetnie się sam trzyma na zgrabnych, smacznych nóżkach, na których nam wyrósł w piekarniku i podnosić go nie ma potrzeby.
Natomiast z powodu tego, że łysy czerep wcale nie jest taki piękny, nawet jeśli ciało jest wybitne, pannie tej nałożymy peruczkę i zrobimy makijaż. Dodawanie złotych zębów wcale nie będzie potrzebne. Ale, ponieważ nadal uznajemy zamorski szyk za ciekawy - peruczka będzie brytyjska, a make-up z morza rodem.

W tym momencie przechodzimy właśnie do chwili, w której przedstawiam potrawę. Proszę państwa, oto sernik. W najprostszej swej postaci, z nietypowym dodatkiem zamiast wszechobecnej mąki, który sprawi, że ciasto będzie cudownie wilgotne, oraz z twistem, który to proste, cudowne ciasto, które i dziesięciolatek by zrobił, zmienia w rasowy deser kuchni fusion.
Sernik - w postaci polskiej. Polewa - brytyjska, żeby nie wskazać na Szkocję, jako na kraj pochodzenia sosu butterscotch. A sól morska to dama o wielu twarzach i różnorakiego pochodzenia krwi, szumiącej morskim szeptem w jej kryształkach. Razem... niczego im nie brakuje, jak głosiła stara reklama Ramy sprzed paru lat. Więc nie rozdzielajmy tego, co szalona Ban-kucharka połączyła razem i teraz podsuwa wam w prześlicznych fotkach, pachnących sernikiem na cały dom.
I w przepisie, który sam się prosi o zrobienie:)
Poczynajmy więc...



Składniki:
4 jajka 
20 dkg cukru (1 szklanka) 
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii 
12,5 dkg masła 
50 dkg twarogu półtłustego 
1 ugotowany i rozkruszony ziemniak 
1 łyżka mąki ziemniaczanej 
1 łyżka mąki pszennej 
bakalie (rodzynki, skórka pomarańczowa, żurawina itp.) 
domowy sos butterscotch
sól morska w kryształkach


Wykonanie:
Żółtka oddzielamy od białek. Wkładamy je do miski, dodajemy cukier i ekstrakt z wanilii oraz masło (miękkie, wyjęte wcześniej z lodówki i pokrojone w kostki). 

Mieszamy do otrzymania jednolitej masy (w malakserze zajmie to krócej, mikser należy nastawić na najwyższe obroty, gdy cukier i masło są już wstępnie rozbite). 

Następnie (nie wyłączając sprzętu) dodajemy drobno pokruszony ser i ugotowany, rozkruszony, wystudzony ziemniak. Miksujemy nadal do otrzymania jednolitej, puszystej masy. 

Dodajemy mąki i ponownie miksujemy. 

W osobnym garnuszku ubijamy pianę z białek ze szczyptą soli. 

Delikatnie mieszamy pianę z masą serową , przekładają pianę do masy łyżkami. 

Dodajemy bakalie. 

Przekładamy do standardowej tortownicy wysłanej papierem do pieczenia i pieczemy w lekko nagrzanym piekarniku ponad 1 godzinę (150 stopni, ok. 1 godz. 15 min, termoobieg). 

Sernik jest upieczony, gdy na wierzchu popęka i przyrumieni się złociście. 

Wyciągamy sernik z piekarnika i pozostawiamy do całkowitego ostygnięcia.

Gotowy sos butterscotch, jeśli trzymaliśmy go w lodówce, powinien być wyjęty co najmniej godzinę przed nakładaniem go na sernik, by zrobił się płynny.  Sosem starannie polewamy górę sernika i boki, pozwalając mu spływać w dół. Pokrywamy nim całą powierzchnię ciasta.

Następnie posypujemy powierzchnię kryształkami soli, w sposób na jaki mamy ochotę. Należy pamiętać, że sól jest tu potrzebna bardziej na smak i dekoracyjnie niż jako dodatek niezbędny, więc niech nie będzie jej za dużo. Może jej zupełnie zabraknąć, a sernik pozostawić możemy polany samym sosem. I tak będzie doskonały.

Smacznego:)





poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Chlebek kukurydziany z tapenadą (pastą) z oliwek

Oto danie szybkie, proste, a więc i za wiele nie ma się co nad nim rozpisywać. No, pyszne, więc cokolwiek jednak napiszę. Na dodatek z rodzaju tak modnej obecnie kuchni fusion - mieszania na jednym talerzu potraw z różnych stron świata.
A, że mieszamy, to widać już po nazwie. Chlebki kukurydziane na pierwszy rzut oka pochodzą gdzieś z południa świata. U nas bowiem jada się kukurydzę z kolby, gotowaną, z grilla albo puszkową. Nie bardzo jest tradycja jedzenia jej inaczej. A zachodni sąsiedzi nie ograniczają się i jedzą ją na różne sposoby. Naturalnie też, rzecz jasna, ugotowaną, w ramach na przykład sałatki do obiadu, ale i przetwarzają na, na przykład syrop, kukurydziany - niemożliwie słodki i niezdrowy dodatek do ciast (i nie ma się potem co dziwić legionom otyłych dzieci ze Stanów, jak im się to implementuje od maleńkości). Ale też robią z niej mąkę. Naturalną koleją rzeczy pszenica u nich nie rośnie aż tak fantastycznie jak w Europie, bo strasznie gorąco tam. Natomiast kukurydza takie temperatury kocha. I tak jak u nas łany pszenicy, tam tak całe pola kukurydziane rosną. I to w kilku odmianach. Więc i rozwinęli sztukę produkowana mnóstwa dobra z tego produktu.
Co do oliwek, pierwsze skojarzenie to Włochy, prawda? Albo Meksyk. I właśnie na Meksyk kierujemy spojrzenie, patrząc na nazwę pasty, jaką proponuję w tej ekspresowej przekąsce. Tapenada to cudownie prosta i maksymalnie szybka do zrobienia pasta z oliwek. Najlepiej dwóch ich rodzajów, dla smaku. Ale można też zrobić pastę tylko z zielonych, albo tylko z czarnych. Zależnie jakie akurat dopadniemy w sklepie. Zresztą, jakie by nie były - na pewno muszą być absolutnie bez pestek i galaretki z pimento (czyli pasty paprykowej, wsadzanej w dziurki po pestkach w zielonych oliwkach). No i oczywiście, zamarynowane. Raczej nie sądzę, by w Polsce udało nam się dopaść świeże "świeże". A marynowane oliwki to dokładnie to, co nam wystarczy do przyrządzenia wspaniałego dodatku do chlebka kukurydzianego, który sam w sobie jest zamulający. Pasta oliwkowa dodaje mu właściwego poślizgu i sami nie wiemy, kiedy znika i cały bochenek i cała miseczka tapenady.

Na danie nabrałam ochoty, gdy w jednej z moich ulubionych knajpek w Rzeszowie - BBQ Sport's Bar (serdecznie polecam zresztą, kapitalne steki i O-ringi tam mają, że o właściwie doprawionym Chili Con Carne nie wspomnę) jako czekadełko (amuse bouche - jedno, dwu-kęsowa przekąska, serwowana podczas czekania na zamówione potrawy) zaserwowano nam właśnie chlebek albo bułeczkę kukurydzianą i tę niesamowitą, super smaczną pastę.
Rzecz jasna, postanowiłam to kiedyś zrobić w domu. I w końcu się to stało, że miałam wszystko pod ręką, i mąkę kukurydzianą i oliwki, więc zrobiłam. Co prawda mój luby uważa, że jednak trochę inaczej tamto pieczywo smakowało, było lżejsze i bardziej puszyste, ale wiecie, nie kręcił nosem mimo tego kręcenia nosem i co zaglądałam do kuchni do tego chlebka i tapenady, to było ich coraz mniej...
Przekąska (poza wiadomą użytkowością podczas oglądania meczu, filmów, czy podjadania między posiłkami, można też potrawę traktować jako kanapeczkę lub szybkie śniadanie) otrzymuje więc znak jakość mego męża, czyli "a może zrobisz jeszcze kiedyś ten żółty chleb i to dobre smarowidło?" a zatem warta jest zapodania na blogu, dla użytku społecznego.
Czynię to więc z przyjemnością. Fusion kuchni amerykańsko-włosko-meksykańskiej czas zacząć!


Składniki:

Chlebek kukurydziany (przepis pochodzi stąd):

1 szklanka mąki kukurydzianej
1 szklanka mąki tortowej
1 łyżka cukru
1 łyżka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
3/4 łyżeczki soli
1/4 szklanki stopionego masła
2 jajka
1 szklanka maślanki (uwaga: jeżeli nie mamy pod ręką maślanki, możemy zrobić sobie szklankę ekspresowo sami. Starczy 1 szklanka mleka i 1 łyżka soku z cytryny. Pomieszać, odstawić na 5 minut. Używać zamiast 1 szklanki maślanki)

Tapenada z oliwek (przepis zmodyfikowany pochodzi stąd):

1 opakowanie zielonych oliwek bez pestek i pasty paprykowej (180 gramów)
1 opakowanie czarnych oliwek (180 gramów)
5-6 sztuk kaparów
1 ząbek czosnku
2 łyżki oliwy z oliwek lub oliwy z pestek winogron


Wykonanie:

Chlebek:

Piekarnik nagrzewamy na 200 stopni Celsjusza.

Do miski miksera wsypujemy i mieszamy ze sobą suche składniki: obie mąki, cukier, proszek do pieczenia, sodę i sól.

Osobno łączymy ze sobą składniki mokre: masło, jajka i maślankę.

Wlewamy składniki mokre do suchych, miksujemy starannie na gładką masę.

Blaszkę - keksówkę smarujemy starannie masłem, zwracając uwagę na rogi blaszki.

Wlewamy do niej gotowe ciasto i wkładamy do nagrzanego piekarnika, by się piekło przez 20-25 minut. Albo do momentu aż patyczek wsadzony w środek ciasta wyjdzie suchy.

Wyciągamy i zostawiamy w blaszce do ostygnięcia, aż chlebek będzie tylko ciepły. Po tym czasie odwracamy blaszkę do góry dnem i na czystą ściereczkę wyrzucamy ostrożnie chlebek z blaszki. Powinien wyjść bez problemów. Jeżeli nie wychodzi warto za pomocą nożyka spróbować podważyć boki, a potem, gdy odwrócimy blaszkę do góry dnem, popukać w nie i poczekać, aż ciasto samo "zejdzie".
Przechowujemy okryty starannie ściereczką, by nie wysechł.


Tapenada:

Oba rodzaje oliwek odsączamy z soku i wrzucamy do wysokiego naczynia.

Dorzucamy ząbek czosnku i kapary.

Wszystko starannie blendujemy aż składniki staną się drobniutko posiekaną masą, łatwą do nałożenia na chlebek.
Na koniec dolewamy oliwę i starannie mieszamy pastę, próbując. Jeżeli za mało czuć czosnek, można dorzucić jeszcze jeden ząbek.
Generalnie ilość oliwek i czosnku jest od siebie zależna. Można pastę zrobić nawet i z kilograma jednych i kilograma drugich oliwek, jak ktoś ma taką ochotę, ale wtedy trzeba będzie zwiększyć proporcjonalnie ilość pozostałych składników. Podana ilość starcza na miseczkę pasty oliwkowej.
Przechowujemy w szklanym naczyniu przykrytym folią aluminiową.

Chlebek kukurydziany kroimy jak jest jeszcze ciepły.
Na każdy ukrojony kawałek nakładamy pastę oliwkową i spożywamy z zadowoleniem w ilościach ogromnych, potem się dziwiąc kiedy to wszystko zostało zjedzone:)

Smacznego!